Pisze tutaj, bo już sama nie wiem, co zrobić
Otóż przeprowadziliśmy się do nowego apartamentowca. Landlord, jak to landlord, zachwalał miejsce: że spokojne, że ciche, że sąsiedzi w porządku... Miejsce faktycznie wyglądało na takie, jakie nam przedstawił. Wprowadziliśmy się i po dwóch tygodniach zaczął się koszmar. A dokładnie okazali się nim sąsiedzi mieszkający nad nami, a właściwie ich dzieci - chociaż ich matka nie jest od nich gorsza. Od wczesnego ranka (mniej więcej od 7.00) do późnych godzin wieczornych (nawet 23.00) słychać wrzaski, krzyki, piski, bieganie po całym domu, rzucanie jakimiś przedmiotami, łomotanie prętami po balkonie, jeżdżenie na rowerku (balkony mają stalowo-drewnianą konstrukcję - hałas jest straszny). Któregoś dnia sprezentowali nam zawartość swojej popielniczki zrzucając ją na nasze pranie. I tak siedem dni w tygodniu. Na nic zdały się delikatne uwagi - dzieci były jeszcze gorsze. Odnieśliśmy nawet wrażenie, że robią to specjalnie (po zwróceniu uwagi w domu pojawiły się "stadionowe trąbki", na których dzieci z upodobaniem grają). Matka jest Włoszką a tata - afro-irlandczykiem. Coraz trudniej nam tam mieszkać. W dni wolne od pracy, kiedy człowiek chciałby pospać, przez tę rodzinę najnormalniej w świecie nie może - swoich wyczynów nie ograniczają do jednego pokoju, ale szaleją po całym mieszkaniu. Nawet po przyjściu z pracy nie mamy szans na to, żeby w ciszy odpocząć, obejrzeć filmu czy nawet zwykłych wiadomości. Non stop jest huk.
Napisaliśmy do landlorda - bez skutku (twierdzi, ze maila nie dostał, to wysłaliśmy drugi raz i jest cisza). Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, czy jest paragraf na takich ludzi? Co możemy zrobić?
Dzięki za przeczytanie
i pozdrawiam.
N.











