Duże dzieci w małej Irlandii

200801dzieci

Do Irlandii przyjeżdżają razem z rodzinami. Decyzje o wyjeździe są podejmowane za nich z góry przez rodziców bądź opiekunów. Muszą zostawić wszystko w Polsce i jechać do obcego kraju z dala od rówieśników i znajomych sobie miejsc. Tym jak sobie radzą na Zielonej Wyspie…

…wprawiają w zdumienie chyba wszystkich nie tylko nauczycieli i rodziców. Polskie dzieci, bo o nich mowa to kopalnia wiedzy o tym jak wyglądają polskie i irlandzkie szkoły. Źródła, które warto zgłębić, by polepszać system kształcenia i rozwijać go tak, aby przynosił jak najwięcej pożytku zwłaszcza dzieciom.


Mają trudniej. Chodzą do szkoły sześć razy w tygodniu. Pięć dni pochłaniają im zajęcia w irlandzkiej szkole. Szósty polska szkoła w Blackrock lub szkoła polonijna przy Duszpasterstwie Polskim. Dzieci, które uczą się w soboty w polskiej szkole dojeżdżają z daleka. – Rodzice jadą autobusami, kolejką miejską, samochodami wiele kilometrów. Podróżują razem z małymi dziećmi, żeby te cztery czy sześć godzin zajęć mogło się odbyć. I co najważniejsze mają z tego przyjemność. – opowiada Ewelina Mencnarowska, jedna z nauczycielek języka polskiego w polskiej szkole w Blackrock. – Gdyby nie chcieli gdyby im nie zależało, nie przyjeżdżaliby tu ze swoimi dziećmi. – dodaje.

Punk wyjścia

Dwa systemy szkolnictwa. Dwa zupełnie inne podejścia do dzieci. Irlandzki system kształcenia przede wszystkim nastawiony jest na dziecko. To ono jest w centrum. – Dziecko i jego potrzeby są najważniejsze. Przewidywane osiągnięcia są po to aby ukierunkowywać nauczyciela i dostosowywać do potrzeb dziecka. W Polsce ma się wrażenie, że to program jest najważniejszy. Aby uczeń przerobił książkę od deski do deski, natomiast potrzeby dziecka są troszkę na drugim planie. Nie ma czasu na zastanowienie się czy dzieci dają sobie radę czy nie. Z tego też wynikają konsekwencje. – opowiada Aneta Oczki, dyrektorka polskiej szkoły przy Duszpasterstwie Polskim. – Jeżeli chodzi o to czy dziecko ma wiedzieć każdy szczegół to wtedy system polski jest bardzo dobry i bardzo skuteczny, ponieważ u nas dzieci mają bardzo dużą wiedzę. Ale też nie można wykluczyć nerwic. Natomiast w szkole irlandzkiej jest bardziej swobodniej, przyjaźniej. Podobne zdanie na temat zarówno jednego systemu kształcenia jak i drugiego ma także Mariola Iżycka, dyrektorka szkoły w Blackrock. – W irlandzkich szkołach nauczyciele mają wspaniałe podejście do uczniów. I starają się przychylić dzieciom nieba. Szkoła irlandzka nie powoduje stresów. Szczególnie w szkole podstawowej stawia się na to aby dziecko nauczyło się życia w społeczeństwie. Dzieci uczą się głównie przez zabawę. Niestety w polskiej szkole dzieci mają bardzo przeładowany program. Nawet z mojego punktu widzenia polonistki materiału jest za dużo. Dzieci nie rozumieją dlaczego mają się czegoś uczyć. A Martwy system powoduje u nich niechęć. Nauczyciele z polskich szkół mają za zadanie w weekendowej szkole uczyć tak, aby dziecko po powrocie do Polski, było w stanie poradzić sobie z materiałem obowiązującym na odpowiednim etapie edukacji. Zadanie jest trudne, tym bardziej kiedy ilość godzin jest ograniczona, a nauczyciele zdają sobie sprawę z faktu, że w pewnych kwestiach system irlandzki jest dużo lepszy. Tym bardziej jeśli są to nauczyciele uczący zarówno w polskich jak i irlandzkich szkołach. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie wady ma zarówno polski jak i irlandzki system szkolnictwa. A trzeba też zaznaczyć, że irlandzki system także nie jest bez wad. – Osobiście uważam, że złym pomysłem jest wysyłanie czterolatków do szkoły. Żeby siedziały w mundurkach przy stoliku z dwoma przerwami w ciągu dnia. Od maluchów, którym krawaciki sięgają do kostek, trudno wymagać, aby siedziały na miejscu. Oczywiście że takie dzieci nabywają umiejętności społecznych, ale takie same umiejętności mogą zdobywać w przedszkolu. Wysyłanie dzieci tak wcześnie do szkoły to zabieranie im dzieciństwa. – stwierdza Monika Przytuła, nauczycielka prowadząca warsztaty plastyczne.

 

 

Jednak mimo pewnych aspektów, z którymi polscy nauczyciele się nie zgadzają, różnice między systemami edukacyjnymi są dostrzegalne gołym okiem. – Pamiętam jak na początkowych lekcjach, kiedy zaczynałam tutaj pracować, robiliśmy razem z dziećmi takie zestawienie, porównanie szkoły irlandzkiej i polskiej. I z tego co udało mi się zaobserwować to spostrzeżenia dzieci pokrywają się z moimi. Irlandzka szkoła wypada w bardziej pozytywnym świetle. – opowiada Ewelina Mencnarowska, nauczycielka i matka ośmioletniego chłopca. – Może dlatego, że mam dziecko, które rozpoczynało naukę w szkole podstawowej w Polsce, a teraz tą naukę kontynuuje w klasie drugiej już tutaj w irlandzkiej szkole. Widzę jak z ochotą chodzi do szkoły. Jak nauka staje się bezstresową zabawą. Nie ma stresu przed sprawdzianami ortograficznymi, co było nagminne w klasie pierwszej w szkole polskiej. Bardziej szczęśliwy jest w szkole irlandzkiej. I widzę jego przerażenie jak myśli, że kiedyś wróci do polskiej szkoły. On wie, że będzie musiał dużo ciężej pracować i już zdaje sobie z tego sprawę. – dodaje. Jednak fakt, że irlandzkie podejście jest bardziej bezstresowe i przyjaźniejsze dla dziecka, to i tak polskie szkoły w pewnych kwestiach mogą stanowić przykład. W Polsce pomimo przeładowanego programu, o którym mówi się od lat, dzieci maja o wiele wyższy poziom np. matematyki. O czym same często zapewniają. Ważną rolę odgrywa też wychowanie fizyczne, którego im tutaj brakuje. Inaczej jest w Irlandii gdzie lekcja wychowania fizycznego odbywa się raz w tygodniu.

Więcej w:


O autorze

Polska Gazeta

Tygodnik powstał , aby między innymi wyjść naprzeciw oczekiwaniom polskiej społeczności w Irlandii. ‘Gazeta Polska ’ obejmuje swoim zakresem aktualności z areny międzynarodowej, ze szczególnym uwzględnieniem Polski i Irlandii, nie omijając jednak reszty świata.

Inne publikacje tego autora:

Skomentuj